blog pana kruka


Blog anglojęzyczny
06/05/2011, 10:37 am
Filed under: aktywizm | Tagi: , ,

W rzeczy samej prowadzę dwa blogi, jeden po polsku, a drugi po angielsku. Anglojęzyczna wersja wynika z faktu, iż mieszkam na stałe w kraju anglojęzycznym toteż siłą rzeczy współpracuję głównie z aktywistami (i spotykam się z ludźmi) mówiącymi tym językiem. Do tej pory starałem się dodawać notki na obu blogach, ale ze względu na duże zaangażowanie w kilka innych projektów nie mam czasu na tłumaczenie notek na język polski.

Zatem tych wszystkich, którzy odwiedzają tego bloga zapraszam do czytania angielskiej wersji, gdzie posty dodaję dosyć regularnie. Wystarczy kliknąć TUTAJ. Jeśli chodzi o tych którzy nie znają angielskiego postaram się co jakiś czas wrzucać tłumaczenia co ważniejszych tekstów na tego bloga lub na anarchistę.



Seksualność w aktywizmie

Zaprzyjaźniona aktywistka z Los Angeles napisała ciekawy tekst dotyczący kontrowersyjnego używania seksualności (głównie kobiecej) do promocji praw zwierząt i weganizmu. Pozwoliłem sobie skopiować ten tekst i umieścić go tutaj. Tekst jest po angielsku. Przeczytaj go aby w pełni pojąć notkę. Myślę, że może on być wstępem do szerszej dyskusji jako że ten temat budzi wiele kontrowersji wśród grup społecznych zaczynając od samych aktywistów prozwierzęcych, poprzez feministki, a kończąc na konserwatystach.

W mojej opinii aktywiści muszą w końcu stawić czoła komplikacjom, wynikającym z tych kontrowersji z kilku powodów. Po pierwsze konflikt w tym temacie prowadzi do stałych podziałów wśród aktywistów, którzy marnują swoją energię na spory. Energia ta mogłaby zostać wykorzystana na wspólne i oddolne akcje, na szeroką współpracę, mającą pomóc wszystkim w osiągnięciu ich celów. Zwłaszcza, że weganie najczęściej wspierają inne inicjatywy (np. równouprawnienie, ekologia, itp.), a z kolei feministki czy inni działacze często wspomagają prawa zwierząt. Działa to więc w obie strony. Zresztą w poprzednich notkach publikowałem już opinie, w których stawiam tezy, że walka o wyzwolenie zwierząt jest częścią szerszego ruchu alterglobalistycznego czy anarchistycznego czy ekologicznego czy jakkolwiek go nazwać. Dlatego też potrzebujemy masy krytycznej i kompromisu, który dałby rozwiązanie łączące nas wszystkich, a nie dzielące. Jednocześnie miałoby ono zapewnić indywidualną wolność kobiet, które chcą eksponować swoją seksualność w walce o jakąś sprawę.

null

Po drugie oprócz aktywistów mamy tzw. zwyczajnych ludzi, czyli osoby nie zaangażowanych w żadne ruchy społeczne, do których staramy się dotrzeć i zaproponować im wolny od okrucieństwa styl życia. Tak więc dyskutując używanie seksualności w promocji weganizmu musimy wziąć to również pod uwagę. Mamy tu bowiem do czynienia z ludźmi o złożonych poglądach i predyspozycjach, z osobami religijnymi, z osobami o bardziej tradycyjnych poglądach, a także z tymi, którzy mają problemy z własną seksualnością bądź związkami lub po prostu z ludźmi, którzy uważają, że publiczna ekspozycja seksualności jest niewłaściwa. Aby nie zamykać się w niszy wolnościowców, musimy do nich dotrzeć, zwłaszcza, że wielu z nich kocha zwierzęta.

Wreszcie kwestia najważniejsza. Z jednej strony mówimy, że kobiety są wolne i mogą robić to na co mają ochotę. Gdy zaś zaczynają to robić od razu podnoszą się głosy, że to niewłaściwe, niemile widziane i w końcu że to prowadzi do seksizmu i uprzedmiotowienia roli kobiet obecnego na przykład w branży porno. Gdzie jest więc granica? Co jest akceptowalne a co nie? Gdzie leży granica wolności seksualnej kobiet? I co ważniejsze, kto wyznacza tą granicę? Musimy odpowiedzieć na te pytania, dyskutować, polemizować i wreszcie znaleźć rozwiązanie – konsensus. Nie potrzebujemy więcej gniewu, ataków personalnych i oskarżeń. Potrzebujemy za to dialogu. W przeciwnym razie, gdzieś w drodze wszechobecnej krytyki i wzajemnych zarzutów zapomnimy o co właściwie walczymy.

Jeśli masz konto na Facebooku możesz przeczytać część dyskusji tutaj, a jeśli nie zostaw komentarz pod tą notką. Zacznijmy rozmawiać, zamiast się zwalczać!



Gary Yourofsky rządzi!

Dzięki wpisowi zaprzyjaźnionej aktywistki miałem możliwość zapoznać się z genialną mową Gary’ego Yourofsky’ego. Dotyczy ona praw zwierząt oraz weganizmu, jednak nie jest to jeden z tych nudnych wykładów, podczas których ogląda się setki zdjęć okaleczonych zwierząt. W mej ocenie jest to jedno z najlepszych wystąpień dotyczących tych tematów. Gary jako wykładowca jest charyzmatyczny, zabawny i trafia w samo sedno sprawy. Weźmy dla przykładu tzw. ass bread. Czy nie brzmi to intrygująco? Każdy wielbiciel indyka powinien dowiedzieć się o tym więcej! Albo miód! O co chodzi tym weganom, przecież pszczołom nic się nie dzieje. A gdyby większość osób wiedziało, że miód to jakby nie było wymiociny (do tego zbierane kosztem cierpienia pszczół) mogłoby się zastanowić dwa razy.

Ponadto mowa tu też o stereotypach czy wręcz mitach. Myślę, że każdy weganin lub weganka przynajmniej raz spotkała się z reakcjami ludzi typu Zatem jesz tofu, sojowe kiełbaski i pijesz mleko owsiane? To obrzydliwe! lub Jesteś weganinem? To fanatyzm! i oburzone To nasze naturalne prawo aby zabijać i jeść zwierzęta, tak było zawsze, amen siostro!. Gary świetnie radzi sobie z tymi stereotypami, wskazując na to jaka żywność jest tu naprawdę obrzydliwa i udowadniając, że przekonanie o „naturalności” jedzenia zwierząt to po prostu prymitywny nawyk.

Wykład jest po angielsku:



Filmowa edukacja

W ostatnich miesiącach prowadzę dosyć intensywną kampanię edukacyjną poprzez organizowanie cyklu projekcji filmów zaangażowanych politycznie oraz społecznie połączonych z wykładami i dyskusjami na tematy poruszane w filmach. Niektóre z filmów oglądałem po raz pierwszy i myślę, że warto wymienić tu kilka tytułów i zamieścić krótkie recenzje. Być może przyda się to innym aktywistom w ich pracy.

Zacznę od Bold Native, który jest dla mnie zdecydowanym faworytem. Według mnie to najlepszy film 2010 roku. Film opowiada historię członka Animal Liberation Front, poszukiwanego przez FBI oraz swojego ojca (CEO jednej z korporacji), który desperacko stara się nawiązać z nim kontakt. Znajdziemy tu całą gamę trudnych pytań i jeszcze trudniejszych odpowiedzi, znajdziemy tu też prawdę na temat tzw. organic milk i organic eggs. Film nienachalnie prowokuje do myślenia nad swoimi wyborami, swoim przywiązaniu do konformizmu okupionego cierpieniami tysięcy zwierząt. Porusza przy tym kilka kontrowersyjnych tematów takich jak używanie przemocy, absurdalność wegetarianizmu czy podwójnych standardów. Wszystko to opakowane w trzymającą w napięciu fabułę, świetną pracę kamery, muzykę i reżyserię. Wyświetlałem ten film już dwa razy, a w najbliższym czasie będę wyświetlał go po raz kolejny. Za każdym razem reakcje były bardzo pozytywne, ludzie byli poruszeni, niektórzy nawet wstrząśnięci, a większość zainspirowana tym co zobaczyła. Pozycja obowiązkowa dla każdego!


Economics Of Happiness
to dokument o globalizacji i jej alternatywie, czyli budowaniu społeczeństw opartych na lokalnej ekonomii, ekologii i równości. W pierwszej części przedstawione są najważniejsze cechy globalizacji i jej tragicznego wpływu na życie ludzi w różnych rejonach świata. Mowa tu o zmianach klimatu, o dewastacji środowiska, wyzysku, drastycznym konsumpcjonizmie krajów zachodnich i niszczeniu lokalnych kultur. W drugiej części omawia się aspekty lokalnej organizacji życia społecznego. Film przedstawia całkiem ciekawe alternatywy, objaśniając przy tym mechanizmy, które mogą polepszyć życie nas wszystkich. Plusem filmu jest pozytywny przekaz, nadzieja na zmiany, która przemieszcza się między różnymi sekwencjami. Minusem jest zaś pewne utopijne przekonanie lub pominięcie faktu, który jest znany większości aktywistów. Budowanie egalitarnych alternatyw zawsze łączy się z reakcją korporacyjnych i politycznych elit, które starają się zablokować wszelkie możliwości odrzucenia kapitalizmu, systemu monetarnego czy korporacjonizmu. Wystarczy wspomnieć choćby Zapatystów czy działaczy kampanii Shell To Sea w Irlandii, co zostało świetnie udokumentowanie w filmie The Pipe i książce Once Upon A Time In The West. Brak tego motywu jest dla mnie sporym zaniedbaniem ze strony filmowców.

Na koniec, świetnie wypromowana kolejna część projektu Venus Zeitgeist: Moving Forward. Niestety mimo dużej promocji produkcja ta okazała się klęską. Mamy tu do czynienia z prawie trzy godzinnym dokumentem, na który składają się głównie wypowiedzi ludzi reprezentujących różne dziedziny. Pomimo całkiem ciekawych kwestii poruszanych w filmie takich jak genetyka, system monetarny oraz bardziej antykapitalistycznego wyrazu tego obrazu, film pozostaje nudnym, propagandowym narzędziem projektu Venus. Futurystyczne rozwiązania proponowane przez twórców nie porywają tłumów, często wydają się odrealnione i dalekie od oczekiwań ludzi. W dyskusji po filmie okazało się, że nie spodobał się on ani jednej osobie, będącej na projekcji. Warto tu dodać, że przynajmniej połowa tych osób widziała poprzednie części. Jedynym dobrym aspektem filmu jest gruntowna krytyka neoliberalizmu, systemu bankowego i monetarnego. Jednak to wszystko co może zaproponować.



Lista więzionych aktywistów prozwierzęcych

Oto aktualna lista więźniów odsiadujących kary za działalność na rzecz wyzwolenia zwierząt. Plik można znaleźć tutaj. Proszę o wsparcie tych, którzy spędzają lata za kratami z powodu swojego sprzeciwu na cierpienie zadawane tysiącom zwierząt.

.

Proszę wybrać jedną z osób z listy i wysłać jej/jemu list. Trudno sobie wyobrazić jak takie gesty solidarności są dla nich ważne. Więcej informacji w tym temacie można znaleźć tu:



Bomby w ambasadach i przerażający anarchiści

W minionym tygodniu dowiedzieliśmy się po raz kolejny, że w Europie grasują niebezpieczni terroryści-anarchiści wysyłający listy z bombami do przeróżnych ambasad. Ci bezlitośni niegodziwcy pragną rozlewu niewinnej krwi i chaosu na ulicach wspaniałych kapitalistycznych miast Europy, gdy rządy i wielki biznes tak wytrwale starają się wyjść na prostą z kryzysu, za który każą płacić podatnikom. W rzeczy samej w obrazie przekazywanym przed media głównego nurtu wszystko układa się w całość, lewacki terror rośnie na ulicach, a anarchiści stają się niemalże europejską Al-Qaidą . Uważaj, gdy otwierasz lodówkę, bo może tam się czaić anarchista z bombą!

W całym tym rozgardiaszu nikt nie zastanowi się nawet by zapytać samych anarchistów co o tym sądzą? Bo i po co? Mamy przecież wygodne wytłumaczenie, odwrócenie uwagi od prawdziwych problemów i odrobinę sensacji. Jeszcze trochę i wyjdzie nam z tego scenariusz na ciekawy thriller polityczny. No właśnie i tu jest sedno sprawy. Bo cała akcja tej tajemniczej organizacji Unofficial Anarchist Federation, o której nikt nie słyszał pachnie fikcją i prowokacją na kilometr. Szczególnie, że we Włoszech nie byłby to pierwszy raz (np. zamach na Piazza della Logia w Bresci w maju 1974). Po drugie, z anarchistycznego punktu widzenia atakowanie przypadkowych pracowników ambasad mija się z celem. Nawet radykałowie z Walki Rewolucyjnej odcinają się od takich działań. Podobnie zresztą robią inne anarchistyczne organizacje jak szwajcarska Libertäre Aktion Winterthur, która w swoim oświadczeniu dystansuje się od tych zamachów i powątpiewa w autentyczność Unofficial Anarchist Federation. Niemniej rzecz jasna media o tym już nie wspomną, mogłoby to wprowadzić trochę zamieszania w biało-czarną wersję neoliberalnego świata. Po trzecie, komu miałoby służyć zabicie pracownika szwajcarskiej czy chilijskiej ambasady? Chyba tylko ludzie z problemami logicznego myślenia mogliby uznać, że po przeprowadzeniu takich zamachów jacykolwiek anarchiści oczekiwaliby wybuchu rewolucji czy zniszczenia kapitalizmu. Jeśli chodzi o anarchistów, to jedyne co może im to przynieść to jeszcze większe represje. Zaś inaczej wygląda sprawa z punktu widzenia rządu włoskiego. We Włoszech trwają obecnie gwałtowne i masowe protesty studenckie jakich kraj ten nie wiedział od wielu lat. Do studentów przyłączają się także inni. Co to oznacza? Gniew ludu zawsze oznacza to samo, zagrożenie dla władzy i kapitału. Co można więc zrobić? Hmmm….pomyślmy. Nastraszyć społeczeństwo i odwrócić ich uwagę, kreując sztucznego wroga? Anarchistyczna grypa atakuje! WHO ostrzega o pandemii!

Rzecz w tym, że anarchiści nie siedzą po nocach, knując w kogo by tu uderzyć, aby jeszcze bardziej zarobić czy mieć jeszcze większe wpływy. Nie mają na rękach krwi niewinnych ofiar w Iraku i Afganistanie, imigrantów represjonowanych w europejskich więzieniach, milionów ofiar globalizacji i biedy w krajach Trzeciego Świata, tysięcy zwierząt zamęczanych na farmach i laboratoriach. To nie im zależy na rozlewie krwi, to nie oni wymyślają coraz lepsze bronie, to nie oni postulują wydawanie miliardów dolarów na wojny, gdy brakuje pieniędzy na wyżywienie milionów dzieci. A nawet jeśli uznać, że siedzą na tych swoich skłotach i ekscytują się mordowaniem innych, ich cele są zgoła inne niż niewinni pracownicy jakiejś ambasady. Kto więc tak naprawdę wysłał te listy, hm?



Praca wre!

Środowiska pracy to zazwyczaj specyficzne miejsca, poddane konkretnym regulacjom, które przynajmniej w teorii powinny być spełniane przez pracowników oraz pracodawce. Praktyka pokazuje jednak, ze o ile obowiązki pracowników pozostają rzeczą święta, o tyle obowiązki pracodawców są już mniej ważne. Doprowadza to często do dziwacznych sytuacji, w których przykładowo pracodawca nie ponosi odpowiedzialności za nie wypłacanie wynagrodzeń, zmuszając pracowników do pracy za darmo, gdy jednocześnie (ujmując rzecz analogicznie) pracownik, który nie pojawi się w pracy zostaje dyscyplinarnie zwolniony.

Represyjny rynek pracy bierze się z tego, że w neoliberalnej gospodarce prawo pracy najczęściej sprzyja bowiem dwom grupom: pracodawcom, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że to właśnie osoby z kapitałem wpływają na procesy legislacyjne i decyzje polityków oraz władzom, chcącym czerpać profity z pracy innych za pomocą podatków i innych płatności. Warto tu podkreślić, ze naturalnym efektem takiego stanu rzeczy jest fakt, ze politycy bez wsparcia biznesu nie maja większych szans na karierę na wyższych szczeblach władzy, zaś firmy bez wsparcia polityków, nie mogą liczyć na forsowanie korzystnych dla nich ustaw. W tym właśnie miejscu stosunki miedzy władza a biznesem staja się korupcyjne, co zaś jest rezultatem kapitalizmu, faworyzującym te dwie grupy. Konsekwencje takiego konstruowania rynku pracy większość z nas odczuwa codziennie.

Stosunki z pracodawcą

Imając się przeróżnych prac i zajęć nie sposób nie zauważyć zjawiska uległości przed pracodawcą i momentami wręcz panicznego lęku przed utratą pracy, co najczęściej skutkuje jeszcze większa uległością wobec szefów. W zasadzie nie jest to nic dziwnego, pokorności wobec autorytarnych postaw uczy się już od najmłodszych lat, tak wiec wchodząc na rynek pracy ludzie są przekonani, ze hierarchizacja oraz dominacja małych grup szefostwa na masami pracowników jest czymś naturalnym. Tym sposobem w miejscach pracy, gdzie spędzają większość swojego życia, staja się służalczymi odbiorcami poleceń tych stojących wyżej w hierarchii, wypełniając ich wole i nie rzadko będąc poddanym ciągłemu stresowi. Myślę, że nie przesadzę jeśli stwierdzę, że zdecydowana większość członków klasy pracującej spotkała się z rożnymi formami nacisku lub nawet zastraszania utrata pracy, mających wymusić na nich konkretne postawy takie jak posłuszeństwo, pełna dyspozycyjność i gotowość do wypełniania wszelkich poleceń. Bez zająknięcia, bez narzekania na niewielkie wynagrodzenie czy opóźnioną wypłatę. Bez urlopu na żądanie czy zachodzenia w ciążę.

W zamian pracownicy otrzymują niskie place, niekorzystne umowy. brak stabilności, upokorzenia, szczegółowe kontrole i szereg innych niedogodności. Ich los leży w rekach pracodawców, którzy dysponują ich czasem wedle własnego uznania. Mimo tego rynek pielęgnuje mit o tym, ze zatrudnienie danej osoby jest niemalże aktem łaskawości i dobroci pracodawcy. W neoliberalnej retoryce nie wspomina się już o tym ile pracodawca uzyskuje dzięki pracy tych, których zatrudnia. W ogólnym przekonaniu taki stan rzeczy wydaje się czymś normalnym i pozornie wydaje się to być uczciwym układem. Ktoś ma firmę i zatrudnia kogoś do pracy w jego firmie na dobrych warunkach. Funkcjonuje tu fałszywe przekonanie, że obie strony mogą być sprzymierzeńcami, gdy już na samym starcie rola pracownika sprowadza się do realizowania interesów swojego „chlebodawcy”, często wbrew własnym poglądom i zwiększania jego bogactwa. Zatem teoria o wspaniałości pracy najemnej została już wielokrotnie obalona nie tylko przez ruch robotniczy, ale także przez sama praktykę. Tak jak w każdej innej dziedzinie życia, tak i w tej, dominacja przełożonych doprowadza do wyzysku, nadużyć i w najgorszych wypadkach do patologii (np. mobbing, molestowanie) zatrudnianych osób. Mity o równości, przyzwoitym wynagrodzeniu, wolnym rynku są wiec jedynie propaganda liberałów, nie mająca przełożenia na rzeczywistość. Obecny porządek gospodarczy sprowadza się do realizowania interesów biznesu na barkach tych, którzy ciężko pracują. O interesy pracowników nie dba tak naprawdę nikt, nawet oni sami, zawierzając porządkowi opartemu na hierarchizacji lub nieskutecznym instytucjom państwowym.

Przykładem może być obecny kryzys, który pozbawił złudzeń wielu pracowników na całym świecie na temat ich roli w firmach, dla których pracowali. Przekonani o stabilności swoich posad i karmieni kapitalistyczna propaganda, ze wszystko jest w porządku, nie spodziewali się masowych zwolnień i redukcji pensji w wyniku kryzysu, którego nie wywołali. Nie spodziewali się tego, ze pracodawcy dla których pracowali po wiele lat („budowali wspólną firmę!”) zwolnią ich bez sentymentu lub zastąpią tańszymi robotnikami. Zwłaszcza, ze jak pokazują informacje dobiegające ze świata ekonomii wynagrodzenia rad nadzorczych i pracodawców wcale nie zostały zmniejszone. Mówiąc wprost, większość pracodawców przeniosła koszta kryzysu na pracowników, kierując się myśleniem stricte kapitalistycznym, ze nie ludzie są najważniejsi, ale zysk. I dokładnie na tym opiera się cały stosunek z pracodawcą, kryjący się za takimi sprawdzonymi „sztuczkami” takimi jak firmowe przyjęcia, darmowe lunche czy gratisowe wyjazdy. Nie ma tutaj miejsca na współczucie czy etykę, jeśli nie ma zysku.

Bez solidarności

Z drugiej strony mamy współczesną klasę pracującą bez mocnych struktur związkowych, nastawiona na konformizm i konsumpcje. Wielkim sukcesem kapitalizmu jest rozbicie solidarności pracowniczej i przekształcenie pracowników w indywidualne jednostki, dbające jedynie o swój los i o swoje stanowisko, nie dostrzegające nawet potrzeby tworzenia solidarności miedzy pracownikami, aby zabezpieczyć także i swoje własne interesy. Indywidualizm obecnego runku pracy doprowadził do tego, ze pracownicy zamiast współpracować, konkurują ze sobą o posady czy uznanie szefa. Konkurencja zaś, jak to często bywa, z czasem przybiera coraz gorsze formy, w konsekwencji czego ludzie w tych samych miejscach pracy staja się dla siebie wrogami, zamiast być sprzymierzeńcami wobec wyzysku pracodawców.

To zaś skutkuje zupełnym osłabieniem możliwości walki o swoje prawa czy kreowania nowych, sprawiedliwszych rozwiązań – np. samorządności. Stad tez mimo olbrzymich fal protestów przeciwko masowym zwolnieniom i przenoszeniu kosztów kryzysu na pracowników nadal nie ma żadnych znaczących skutków. I przy braku trwałych struktur ideologicznych takiego skutku tez być nie może. Gdy biznes, a wraz z nim kapitaliści, mają się dobrze, obdarzając się wzajemnie kolejnymi premiami, pracownicy ciągle nie dostrzegają potrzeby radykalnych zmian, kierując się tylko i wyłącznie zindywidualizowanym myśleniem. Mimo tego jak ich potraktowano lub jak się ich nadal traktuje nie szukają egalitarnych rozwiązań, które miałyby wyprzeć z ich żyć poczucie niesprawiedliwości czy upokorzenia. Naiwnie liczą na to, że nowy szef to nowa szansa na to by było lepiej, ze nowa praca to nadzieja na dobra przyszłość, że nowy rząd to lepsze prawo.

Uspołecznić myśl pracowniczą

Przyszłość wymaga czegoś znacznie więcej aniżeli tylko kolejnego etatu. Anarchiści od dawna nawołują do uspołecznienia zakładów pracy, ale biorąc pod uwagę współczesną mentalnosc klasy pracującej, najpierw należy uspołecznić sposób jej myślenia. Należy przejść z indywidualnej czy wręcz egoistycznej retoryki na kolektywną, nastawioną na rozwój nie tylko każdego członka, ale także i wspólnoty. Znak równości pomiędzy dobrem innych a dobrem własnym jest tym kierunkiem, w którym należy podążać. Edukacja wydaje się wiec tu kluczowym elementem na każdej płaszczyźnie, gdyż obecne tworzenie ekonomii bądź szerzej polityki bazuje na negatywnych zjawiskach takich jak chciwość, korupcja czy konsumpcjonizm. Klasa pracująca nasiąknięta tymi zagadnieniami nigdy nie będzie w stanie się zjednoczyć ani stawić oporu komukolwiek. Pracownicy będą wyzyskiwani przez kolejne pokolenia i przesuwani na margines społeczny, wypędzani z centrum miast czy prześladowani za jakiekolwiek próby organizowania się w swoich zakładach. Nie potrzeba kolejnych reform i obietnic rządzących, ale radykalnego przewartościowania idei, na gruncie czego tworzone byłyby etyczne i samorządne zakłady pracy. Zakłady powstające w wyniku działań samych ludzi, a nie finansowych liderów czy jakiejkolwiek innej formy władzy.

Oderwanie się od neoliberalnej retoryki i zastąpienie niej egalitarna organizacja pracy jest wręcz niezbędne. Nie można ciągle reformować tego co jest zbudowane na złych podstawach. W przeciwnym razie zawsze będziemy tymi, których się wykorzystuje, obarcza kosztami i na końcu zwalnia gdy nie są już potrzebni lub żądają za dużo. I jeśli nie zadbamy o to wcześniej, ten twór runie w końcu na nasze głowy.