blog pana kruka


Terroryści z Wikileaks?

Sprawa ostatniego wycieku, który umieścił na swojej stronie portal Wikileaks wstrząsnęła amerykańską administracją. Dla przypomnienia Wikileaks opublikował tajne raporty dotyczące wojny w Afganistanie. Dane przedstawione w raportach są miażdżące dla wojsk koalicyjnych, których PRowcy usilnie starają się budować pozytywny image zachodnich żołnierzy, gdy w rzeczywistości odpowiadają oni za śmierć i cierpienia cywilnej ludności. Z raportów można się dowiedzieć zatem o wielu atakach na cywili (o których nigdy nie wspomniano w jakichkolwiek relacjach), o tuszowaniu spraw, o zaniżaniu statystyk ofiar, które ucierpiały w wyniku działań koalicjanta. Pod tymi suchymi słowami kryją się prawdziwe tragedie rodzin i pojedynczych osób, którym wojska naszych krajów zgotowały piekło. Wystarczy przytoczyć przykłady ostrzelania autobusu z dziećmi przez francuskich żołnierzy czy ostrzelanie autobusu przez amerykańskich żołnierzy. Warto też wspomnieć o misjach prowadzonych przez oddział egzekucyjny (Task Force 373), które miały doprowadzić do ofiar wśród Afgańskiej ludności. W wyniku jednej z nich zabito siedmioro dzieci, a w innej zabito niewinną kobietę. Takie przykłady można mnożyć. Co istotne raporty wskazują na brak dochodzeń i weryfikacji wersji podawanych przez żołnierzy. W praktyce oznacza to tuszowanie wydarzeń, które miały miejsce, a które po śledztwach mogłyby ukazać zupełnie inny bieg wydarzeń niż ten raportowany. Jak powiedział na konferencji prasowej w Londynie Julian Assange, założyciel Wikileaks, opublikowane raporty mogą więc stanowić dowody zbrodni wojennych i same w sobie powinny być powodem do przeprowadzenia śledztw. Za tym zaś powinna iść weryfikacja roli jaką pełnią wojska koalicyjne w Afganistanie.

Po co publikować raporty wojenne?

Naturalnym efektem publikacji raportów była burza medialna, która wybuchła w większości krajów. Problem przecieku okazał się szczególnie kłopotliwy dla administracji USA, która nie dość, że zaliczyła kolejną wpadkę wywiadowczą, to ma świadomość ogromu tragedii, które wydarzyły się w Afganistanie od 2004 roku, a które są utrzymywane w tajemnicy przed obywatelami wszystkich krajów, biorących udział w misji. Mamy więc tu do czynienia z informacjami, które dowodzą jak niepotrzebna światu była ta wojna. Wbrew teoriom wojskowych prowadzi ona do rozszerzania się konfliktu, a nie jego zażegnania (po obu stronach). Można tu stwierdzić, że jest to wojna jak każda inna. Na każdej wojnie giną cywile, zdarzają się zbrodnie. Otóż po pierwsze takie nic nie wnoszące stwierdzenia wymawia się tym łatwiej im dalej jesteśmy od toczących się walk. Po drugie faktem jest, że ci, którzy tą wojnę rozpoczęli i ci, którzy ją prowadzą odnoszą się do idei wolności i demokracji. Mówią o tym, że jest to walka Zachodu z terroryzmem (który nota bene powstał w wyniku polityki krajów zachodnich), zagrażającym nam wszystkim. Ten slogan działał tuż po 9/11, ale niemal dekadę później wiemy, że słowo terroryzm stało się furtką do łamania praw. Mówiło się też głośno o szansach dla Afgańczyków, ale okazało się, jak to określił prezydent Karzai przy okazji kolejnego nalotu w którym zginęli cywile, że dla koalicjanta życie Afgańczyków jest tanie. W obliczu tych faktów wojna ta staje się więc zaprzeczeniem wartości, które głoszą państwa koalicyjne. Nie wspomnę już o antydemokratycznych decyzjach wysłania do Afganistanu (i Iraku) wojsk mimo otwartych sprzeciwów międzynarodowych społeczeństw. Wydawać się więc może, że rzeczywiste powody rozpętania tej wojny nie mają w sobie nic chwalebnego, a są realizacją polityki, która ma przynieść korzyści konkretnym krajom bądź grupom. Podobnie dzieje się w Iraku. Zresztą nie zdarza się to pierwszy raz w historii.

Jednak pierwszy raz w historii udało się obnażyć kłamliwą propagandę i oblicze decydentów, wysyłających na śmierć swoich własnych ludzi i akceptujących śmierć oraz cierpienia niewinnych. Raporty te są więc obaleniem roztaczanej przed ludźmi pięknej wizji wojny z terroryzmem przez wszelkiej maści militarystów, zakłamujących rzeczywistość. Uderzają bezpośrednio w obłudę polityków i wojskowych oraz demaskują ich cynizm i bezwzględność. Wbrew temu co nam mówiono “nasi” żołnierze nie bronią ani demokracji ani wolności. W Afganistanie po tylu latach walki nie ma ani tego pierwszego ani tego drugiego. I nigdy nie miało być. Wojny nie służą bowiem wspaniałym celom, a konkretnym interesom konkretnych grup ludzi.

Kampania anty-Wikileaks

Przykładem tego może być reakcja administracji USA. Przedstawiciele wojskowi oskarżyli portal o to, że publikacja spowoduje ofiary wśród koalicjantów. W ramach swojej klęski Pentagon zażądał zwrotu reszty dokumentów, a na twitterze Wikileaks zaczęły pojawiać się oczerniające wpisy dumnych Amerykanów. Oficerom wojskowym w USA nakazano też unikać Wikileaks. To zapewne dopiero początek kampanii przeciwko portalowi, zwłaszcza, że wiemy o wcześniejszych próbach zaszkodzenia Wikileaks. Zapewne wkrótce dowiemy się, że aktywiści Wikileaks to terroryści!

W konsekwencji opublikowanych dokumentów nikt z administracji USA nie pomyślał o tym, aby poruszyć kwestię zabitych cywilów, aby odnieść się do tragedii, która spotkała niewinne osoby. Aby zdobyć się na cokolwiek co mogłoby odnosić się do człowieczeństwa czy empatii. Najwyraźniej takie oczekiwania to za dużo dla elit politycznych i militarnych. Innym doskonałym dowodem na reżimowe myślenie ludzi władzy jest sprawa Brada Manninga, aresztowanego za upublicznienie nagrania na którym żołnierze zabijają reporterów Reuteursa. Grozi mu za to 52 lata więzienia!

Widzimy tu więc agresywną reakcję rządzących na jakiekolwiek dążenie do prawdy. Społeczeństwu wprost odmawia się możliwości znania prawdy, a tych, którzy ją ujawniają się karze. W oparciu o udostępnioną wiedzę trudno też uwierzyć w to, że wojskowi prominenci są niezwykle przejęci losem ewentualnych ofiar raportów. Można to potraktować jako ruch taktyczny. Dowódcy armii troszczą się tu bardziej o los swój aniżeli innych. Może warto więc spojrzeć na to nieco inaczej. Elity straszą (jak to mają w zwyczaju) ofiarami upublicznienia raportów. A co jeśli ten przeciek właśnie zaoszczędzi ofiar? Może dziesiątki młodych ludzi w różnych miejscach świata wahało się nad swoim udziałem w tej wojnie. I w wyniku burzy, która wybuchła po przecieku zdecydowali się w niej nie uczestniczyć? Spekulacja? Tak. Podobnie jak spekulowanie o ofiarach hipotetycznych, gdy mamy do czynienia z tysiącami ofiar rzeczywistych..

Ta wojna nie różni się wiele od innych. Każda wojna jest horrorem. Wszakże być może dzięki Wikileaks i ujawnionym raportom coraz mniej ludzi da się oszukiwać władcom tego świata, a armiom będzie ubywać rekrutów. Nadzieja w tym, że dzięki takim publikacjom ludzie pojmą, że idąc na wojnę, idą zabijać w imię czyichś interesów.



Zwierzęta potrzebują anarchizmu

Dzięki setkom dowodów każdy człowiek może zapoznać się z tym jak wygląda sytuacja zwierząt w obecnym systemie polityczno-ekonomicznym. Bez trudu można zobaczyć na własne oczy jak zwierzęta cierpią i jak są okrutnie traktowane w rzeźniach, na farmach bądź laboratoriach; że są ofiarami przemysłu i patologii obecnej w w wielu branżach, czerpiących profity z ich śmierci i bezbronności. Po zapoznaniu się z tymi materiałami można dojść do wyłącznie jednego wniosku, a mianowicie tego, iż elementy brutalności nie są pojedynczymi przypadkami, a standardem, wręcz normalnością, na której opiera się produkcja mięsa, mleka, jajek, odzieży lub kosmetyków.

Weg(eteri)anizm i aktywizm

Na szczęście pomimo ogromnej skali powyższych zjawisk istnieje wiele osób wrażliwych na los zwierząt i nie pozostających w tej kwestii biernym. Część ludzi rezygnuje z produktów pochodzenia zwierzęcego, zostając wegetarianami lub weganami, inni idą dalej zostając aktywistami prozwierzęcymi. Angażują się więc w obronę praw zwierząt nie tylko w zaciszu własnych domów lub podczas zakupów, ale także na ulicach, uczelniach, podczas protestów i wykładów i przede wszystkim ryzykując własną wolność podczas akcji bezpośrednich, mających za cel uwalnianie więzionych zwierząt. Tworzy się więc duże, międzynarodowe kampanie promujące wegetarianizm, zbiera się dowody bestialstwa, bojkotuje się firmy, lobbuje się projekty ustaw, zdobywa się poparcie celebrytów. Istnieje rzesza większych i mniejszych, legalnych i nielegalnych inicjatyw, walczących z okrucieństwem wobec zwierząt. Wszystko to wskazuje na wielki potencjał oraz kreatywność aktywistów. Niemniej mimo funkcjonowania tak znanych organizacji jak PETA czy radykalnych odłamów ruchu na rzecz zwierząt takich jak Animal Liberation Front – zwierzęta nadal cierpią, chów przemysłowy się rozwija, środowisko naturalne jest niszczone przez producentów produktów pochodzenia zwierzęcego. Mimo tego, że ALF uwolnił setki norek, psów, kotów, małp, mimo tego, że inne organizacje doprowadziły do zamknięcia niektórych firm i aresztowania ich pracowników, eksploatacja zwierząt nadal ma się dobrze. I nic nie wskazuje na rychły ratunek dla wszystkich istot, przetrzymywanych i mordowanych w tragicznych warunkach.

Potrzeba upolitycznienia ruchu prozwierzęcego

Analizując temat można postawić hipotezę, że sytuacja ta wynika z braku szerszego pojmowania spraw zwierząt, braku głębokiej analizy polityczno-ekonomicznej, która przedstawiłaby powody takiego stanu rzeczy. Właśnie przez to można odnieść wrażenie, że większość organizacji i aktywistów pozostaje skupiona na poszczególnych miejscach, firmach, osobach, zaangażowanych w łamanie praw zwierząt, a ci, którzy upolitycznili się “po drodze” nadal pozostają mniejszością. Oczywiście zwalczanie lokalnych zbrodniarzy jest jak najbardziej zasadne i sensowne. Rzecz polega jednak na tym, że nawet jeśli zamknąć jedną farmę, na jej miejscu pojawi się inna, jeszcze bardziej uprzywilejowana i chroniona przez polityków. To przecież właśnie lobbiści firm odpowiedzialnych za okrucieństwo zwierząt przeforsowali prawa dające możliwość traktowania członków ALFu (który prowadzi działania non-violence) jako terrorystów. Dla polityków i kapitalistów liczą się bowiem czynniki ekonomiczne, a te znają jedynie matematykę, a nie etykę.

Problemem nie jest zatem jedna farma, ale system, który wspiera tysiące takich farm. Problemem nie jest jedno laboratorium, ale wiwisekcja ratyfikowana przez rządy. Problemem nie jest brak ustaw, ale fakt, że prawo pisane jest na korzyść korporacji. Problemem jest pogoń za zyskiem za wszelką cenę, problemem jest egoizm i konformizm wszczepiane od najmłodszych lat, problemem jest masowość produkcji. To wszystko składa się na kapitalizm.

Toteż po dekadach bojkotów i promowania diet wegetariańskich czy wegańskich, odpowiedzią na rzeź zwierząt powinno być upolitycznienie ruchu prozwierzęcego, aktywna walka z kapitalizmem i jego spuścizną. Mowa tu rzecz jasna o radykalizacji, a nie reformach czy poprawkach do ustaw. Chodzi o skierowanie się na tor samorządności, która funkcjonuje na zasadach wolności i etyki. I tu pojawia się anarchizm, który pozostaje tą doktryną, która pozwala ludziom swobodnie wpływać na rzeczywistość, w której przyszło im żyć. W praktyce oznacza to większą kontrolę nad formą ekonomii i społeczeństwa, a to zaś umożliwia etyczne traktowanie zwierząt czy stopniową eliminację produktów zwierzęcych w zależności od decyzji lokalnych społeczeństw. W anarchizmie nie ma bowiem władzy, która rości sobie prawo do rządzenia bytami innych, mówiącej nam kogo mamy jeść, na kim eksperymentować lub z kogo zdzierać futro. Jest za to możliwość formowania takiej rzeczywistości, która nie sprowadza krzywdy na innych ludzi lub inne istoty. Rzeczywistość zależy więc od nas samych. Szczególnie, że anarchizm jako taki stawia na pierwszym miejscu moralność i odpowiedzialność, a współczesna myśl rewolucyjna uważa kwestię zwierząt za jedną z kluczowych. W przeciwieństwie do retoryki neoliberałów odrzucających ideologię, a skupiających się jedynie na mechanizmach rynkowych.

Nie stanowiąc żadnej siły politycznej, a jedynie organizując się w stowarzyszeniach pozarządowych i wolontariackich ruch na rzecz zwierząt skazuje się na porażkę. Aby pomóc zwierzętom należy bowiem zniszczyć system, który je eksploatuje, a potem zbudować samorządne społeczeństwa, funkcjonujące na zasadzie równości i etyki. Należy zbudować polityczną alternatywę, w której zwierzęta będą definiowane jako istoty mające prawo do wolności, a nie będące trzodą, mającą zadowolić konformistyczne nawyki ludzi.



Umarł prezydent, niech żyje prezydent

Przy okazji wyborów można zaobserwować jak w prosty sposób społeczeństwa pozwalają manipulować swoimi osądami, łatwo przyjmując socjotechniczne sztuczki rządzących i przede wszystkim ich sztabów, czyli speców od manipulacji opinią publiczną. Za każdym razem trudno wyjść ze zdziwienia, że ludzie autentycznie wierzą w slogany rzucane przed kandydatów i dają wiarę temu, że tzw. programy wyborcze zostaną kiedykolwiek zrealizowane, czy to przez prawicową czy lewicową władzę. Tudzież kierują się mało logicznym podejściem “głosuję przeciw kandydatowi A, a nie na kandydata B”. W rzeczywistości takie podejście sprowadza się do legitymizowania “reform” uderzających w interesy normalnych osób (czyli tzw. klasy pracującej, która stanowi dominującą większość niemal każdego kraju), które przeprowadza każda władza, niezależnie od barwy ideologicznej. Oddając więc głos w wyborach i biorąc udział w tym drwiącym z demokracji spektaklu głosują przeciw sobie.

I tym razem nie było inaczej. Jednak z kolejnymi wyborami spece od propagandy są coraz lepsi, a wyborcy mniej krytyczni i bardziej ulegli wobec kolorowych spotów i obietnic “opakowanych” w tańczące blondynki (Napieralski) lub fałszywy image (Kaczyński). W ten oto sposób powstają fankluby polityków lub wielotysięczne grupy na Facebooku (gdzie ludzie własnymi nazwiskami podpisują się pod danym kandydatem, nie dbając nawet o swoją anonimowość), zaś wiece wyborcze przypominają show znane z amerykańskiej telewizji. Z kolei debaty publiczne kojarzą się bardziej z politycznym konkursem piękności aniżeli polemiką na temat najważniejszych kwestii społecznych. Nikogo już nawet nie interesują programy kandydatów, liczy się czas na antenie i budżet kampanii. Ludzie zaś idą potulnie do urn, wierząc, że ich głos cokolwiek zmieni w ich sytuacji życiowej. Po wyborach okazuje się jednak, że nic się nie zmienia, bogaci stają jeszcze bardziej bogaci, a biedni bardziej biedni.

Otóż głos oddany w wyborach zmienia tylko ekipę, która będzie nami rządzić. Sami wszakże pozostajemy bez wpływu na kluczowe kwestie takie jak służba zdrowia, edukacja, rynek pracy czy ekonomia, które bezpośrednio dotyczą jakości naszego życia. Raz mamy do czynienia z rządem prawicowym, a innym razem lewicowym. W obu jednak przypadkach ludzie pozostają na garnuszku władzy, odbierając absurdalnie niskie emerytury i renty, kiepską opiekę zdrowotną, urzędniczy reżim czy zmagają się z prawem sprzyjającym elitom biznesu bądź służbom mundurowym, a nie im – pracownikom, zwykłym obywatelom bez przywilejów. Lecz mimo to, pielęgnują w sobie naiwne przekonanie, że krzyżyk, który zaznaczają co kilka lat w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich będzie miał wpływ na poprawę rzeczywistości i co gorsza owy krzyżyk ma być dowodem demokracji. Wybory to nie demokracja, a kpina z demokracji. Demokracja to przede wszystkim władza ludzi, mogących samemu podejmować codzienne decyzje dotyczące ich życia, a nie raz na pięć lat.



Flotylla Wolności kontra Izrael

Bezpardonowy atak Izraela na Flotyllę Wolności zszokował wszystkie społeczności, w tym także większość aktywistów, którzy od dawna pozbawieni są złudzeń na temat polityki izraelskiej. Wiedziałem o tej wyprawie od dawna i zdawałem sobie sprawę (podobnie jak jej uczestnicy), że Izrael będzie próbował różnych sztuczek, aby nie dopuścić do dostarczenia pomocy humanitarnej ludności Strefy Gazy. Nie spodziewałem się jednak tak jawnego pogwałcenia prawa międzynarodowego, dokonania aktu piractwa na wodach międzynarodowych i wreszcie śmierci kilkunastu członków Free Gaza Movement. Owszem, wiemy o zabójstwach i niszczeniu społeczności Palestyny dokonywanych z zimną krwią przez armię i wywiad, o czym pisałem w jednym z artykułów. Jestem nawet w stanie zrozumieć stanowisko izraelskich elit politycznych obawiających się przemytu broni dla Hamasu. Ostatnia akcja pokazuje jednak, że poziom przemocy izraelskich decydentów oraz wojskowych sięgnął przerażających rozmiarów. Zwłaszcza, że uczestnicy wyprawy odcinali się od związków z terrorystami, tłumacząc, iż wiozą pomoc dla cywilów, a nie bojówkarzy (co zostało sprawdzone). Brutalny napad na statki Flotylli pozostaje więc nieuzasadniony, szczególnie, że statki nie naruszyły przestrzeni morskiej państwa Izrael, cały czas trzymając się wód międzynarodowych. Dodatkowo przeszły szczegółowe kontrole przewożonego towaru w portach wyjściowych. Paradoksalnie te fakty zostały nawet wyraźnie wyartykułowane przez Unię Europejską i premiera Wielkiej Brytanii, którzy do tej pory zdobywali się co najwyżej na delikatne uwagi o szanowaniu praw człowieka w Palestynie. To też jest pewien symbol, biorąc pod uwagę, że w dystyngowanym świecie dyplomacji rzadko używa się mocnych słów.

Wyjaśnienia dygnitarzy Izraela są równie absurdalne co fałszywe. Główna linia obrony polega na tym, że komandosi wysłani do zatrzymania flotylli zostali zaatakowani przez aktywistów. Po pierwsze, komandosi nie mieli prawa atakować na wodach międzynarodowych żadnej jednostki, co samo w sobie jest złamaniem konwencji podpisanych przez Izrael. Po drugie zastanówmy się co robią ludzie będący obiektem napaści? Odpowiedź jest oczywista: bronią się. Przyjmując zatem taką linię wyjaśnień Izraelczycy sami dyskredytują swoje działania względem Palestyńczyków, kłamliwie określając je mianem “obronnych”. W ich mniemaniu regularne niszczenie infrastruktury i gospodarstw Strefy Gazy, zabijanie cywilów, blokada ekonomiczna i humanitarna jest obroną przed terroryzmem. Skoro jednak prawo obrony jest święte, dlaczego inni ludzie nie mogą z niego korzystać będąc ofiarami napadu?

Negując te tłumaczenia Izraela można więc postawić hipotezę, że realnym powodem tej napaści była chęć zastraszania aktywistów propalestyńskich. Podobne zabiegi stosuje każdy reżim walcząc ze swoimi przeciwnikami politycznymi. Zwłaszcza, że to nie koniec sprawy – zdecydowana większość członków wyprawy (kilkaset osób) nadal pozostaje w rękach służb izraelskich. Nie jesteśmy więc w stanie stwierdzić w jakim są stanie, w jakich warunkach są przetrzymywani i jak są traktowani. Wydaje się zatem, że agresywna i opresyjna polityka izraelskiego rządu wychodzi z cienia Autonomii Palestyńskiej, uderzając także w przedstawicieli różnych krajów i środowisk. Paradoks tego tragicznego aktu przemocy polega wszakże na tym, że być może da on początek rzeczywistym działaniom na rzecz Palestyńczyków, a nie tylko solidarnym hasłom oficjeli. Być może spowoduje on, że społeczeństwa, nie czekając na polityków, same zmuszą Izrael do przerwania gehenny narodu palestyńskiego.

Ponadto polecam wywiad z Ewą Jasiewicz (swoją drogą związana z ruchem anarchistycznym), która znajdowała się na jednym ze statków. Zanim zostanę oskarżony o antysemityzm, wyjaśnię też, że pisząc “Izrael” mam na myśli grupy wojskowych, które de facto sprawują władzę w tym kraju, a nie wszystkich Żydów. Jestem w kontakcie z kilkoma obywatelami Izraela (w tym Palestyńczykiem z izraelskim paszportem) i są oni równie zszokowani ostatnimi zajściami co ja.



Z pistoletem w ręku
05/24/2010, 8:23 pm
Filed under: copwatch | Tagi: , , ,

W ostatnich miesiącach polska policja pozwala nam łaskawie zapoznać się ze sposobami działania tej instytucji i jej pracowników. O ile zazwyczaj mamy do czynienia z represjami (w rozumieniu mundurowych “służbą społeczeństwu”), które nie pojawiają się w żadnych mediach mainstreamowych, o tyle w minionym półroczu policja najwyraźniej pragnie ukazać wszem i wobec swą arbitralność, występując otwarcie przeciw demokratycznym wartościom, zapisanym w niby-prawie naszego niby-państwa-prawa. Przypomnimy zatem o dzielnej obronie marszu nacjonalistów 11 listopada 2009 roku, gdzie siły mundurowe robiły wszystko, ażeby grupa rasistów mogła w spokoju przejść przez Warszawę, wykrzykując faszystowskie hasła. Parę miesięcy później 24 kwietnia 2010 roku policja dopuszcza się prowokacyjnej akcji w Białymstoku, po raz kolejny uderzając w aktywistów antyfaszystowskich. Mija parę tygodni i poznańska policja wkracza na teren skłotu Rozbrat, a warszawscy mundurowi przetrzymują (ostatecznie bez postawienia zarzutów) pięcioro Greków i jednego Polaka w fatalnych warunkach. Wreszcie wczoraj policyjny śmiałek zastrzelił nieuzbrojonego nigeryjskiego imigranta, który zapewne już wkrótce okaże się groźnym terrorystą, wrogiem publicznym czy Bakunin wie kim jeszcze, coby usprawiedliwiśc brutalność służb.

Rzecz jasna dla działaczy ruchu anarchistycznego takie zachowania to żadna nowość, ot kolejne przykłady opresyjnej roli państwowej bojówki. Na dobrą sprawę powinniśmy jednak być wdzięczni policjantom i policjantkom. Ich bezceremonialność i agresywność obnaża – również w sensie medialnym – to co aktywiści pokazują w wielu materiałach i raportach na temat tej instytucji. Działając w ten sposób sami podkopują de facto resztki przekonania o tym, iż istnieją po to by służyć społeczeństwu, a nie grupom kapitału i elitom politycznym. Zatem sami nastawiają się na celownik ludu, który w konsekwencji musi zyskać świadomość na temat niesprawiedliwości forsowanej przez służby policyjne. Wszak o ile dla większości społeczeństwa sprawy aktywistów pozostają bez znaczenia o tyle zamordowany wczoraj Nigeryjczyk jest następnym przykładem tego, że każdy z nas, ludzi starających wiązać koniec z końcem, może paść ofiarą przemocy państwowych band. Zwłaszcza, że już teraz możemy być pewni, że wersja o napaści na funkcjonariuszy przez agresywnych czarnoskórych mężczyzn pozostanie wersją oficjalną, a żaden policjant nie zostanie sprawiedliwie ukarany. W konflikcie z policją zawsze stoimy na przegranej pozycji, niezależnie od słuszności swoich racji i praw, które w teorii posiadamy.

Zabójstwo Nigeryjczyka oprócz tragedii ludzkiej (miał troje dzieci) pozostaje zatem brutalną przestrogą dla osób żyjących w błędnym przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Przypadek ten wskazuje bowiem na oblicze służb w momencie, w którym nasze racje stają się przeciwne do racji władzy. W chwili gdy jednostka lub społeczeństwo poróżni się z władzą, nie ma miejsca na tolerancję, prawa człowieka czy demokrację. Jest za to miejsce na strach, przemoc i jak ukazuje wczorajsza tragedia – śmierć z rąk policjanta.



Podła rozrywka
05/20/2010, 8:32 pm
Filed under: prawa zwierzat | Tagi: , , ,

Patrzcie Państwo, oto doczekaliśmy się kolejnego powodu do dumy z rozwoju nauki i technologii. Tym razem wspaniali naukowcy z Hiszpanii sklonowali byka, który ma być używany jako “mięso armatnie” w corridzie, jednej z najbardziej krwawych i prymitywnych rozrywek współczesnego świata. Byk ważył niemal 25kg następnego dnia po urodzeniu i specjaliści pokładają głęboką nadzieję w tym, że okaże się on agresywnym stworzeniem.

Cóż, w kwestii tak daleko posuniętej degeneracji moralnej twórców i realizatorów tego okrutnego pomysłu, ciężko napisać komentarz, który nie zawierałby wulgaryzmów lub gróźb. Życzmy więc jedynie dzielnym naukowcom, aby od tych eksperymentów w swoich laboratoriach czym prędzej stracili szare komórki i znikli z naszego pola widzenia, przez co przysłużą się całemu światu i wszystkim zwierzętom. Ewentualnie aktywiści ruchu prozwierzęcego powinni zrobić zrzutkę na grupową terapię, gdzie psychiatrzy w prostych słowach wyjaśnią im co oznaczają tak niezrozumiałe dla nich słowa jak empatia, etyka czy prawa zwierząt.



Szalony kapitalizm lat dziewięćdziesiątych
05/15/2010, 8:02 pm
Filed under: antykapitalizm, ekonomia | Tagi: , , , , ,

Książka Josepha E. Stiglitza Szalone lata dziewięćdziesiąte to pouczająca lektura na temat ekonomii amerykańskiej, która jak powszechnie wiadomo wywiera ogromny wpływ na gospodarki pozostałych krajów. Biorąc pod uwagę fakt, że autor tej książki to były wice-prezes Banku Światowego oraz szef zespołu ekonomistów doradzających Billowi Clintonowi za czasów jego prezydentury, wydawać by się mogło, że lektura stanowić będzie propagandową pochwałę wolnego rynku. Wszak warto tu przypomnieć, że Stiglitz to także autor świetnej Globalizacji, przedstawiającej prawdziwe oblicze tego procesu. I także tutaj autor zdobywa się na niespotykaną uczciwość, analizując w przystępny sposób mechanizmy rządzące amerykańską ekonomią oraz jej wpływem na resztę świata, tłumacząc przy tym sztuczki stosowane przez przedstawicieli Wall Street, bankierów bądź managerów korporacji.

W książce znajdziemy więc dziesiątki przykładów nieuczciwości, które charakteryzowały działania takich firm jak Enron i World-Com czy skandalizującej zachłanności symbolizującej elity finansowe (np. Richard Grasso). Dowiemy się o tym jak wielkie premie wypłacają sobie managerowie wysokich szczebli oraz jak oszukuje się klientów firm finansowo-inwestycyjnych przy jednoczesnej bierności bądź korupcji urzędników państwowych, mających sprawować kontrolę instytucji finansowych. Przede wszystkim jednak, (być może nie dosłownie) książka ta stanowi swego rodzaju krytykę amerykańskiego modelu kapitalizmu, który charakteryzuje się niezmierzoną chciwością elit z Wall Street w samych Stanach Zjednoczonych (tworzących bańki, które zmieniają się w olbrzymie kryzysy). Dodatkowo model ten narzucany jest za pomocą globalizacji krajom rozwijającym się. Paradoks owego procesu polega na tym, że finansiści takich organizacji jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy (zdominowane przez kapitał amerykański) wymuszają na innych krajach rygorystyczne przestrzeganie zasad, których sami nie przestrzegają. Znamiennym przykładem jest tu układ NAFTA, który pod przykrywką wyświechtanych haseł o równości rujnował szanse na dobrobyt ludności meksykańskiej na korzyść amerykańskich firm. W książce Stiglitza znajdziemy też inne przykłady wyzysku biednych krajów, prowadzonego przy pomocy globalizacji, wymuszającej niesprawiedliwe dla nich rozwiązania.

Sam Stiglitz przyznaje, że jest ekonomistą i porusza się głównie w tej dziedzinie, zwracając zarazem uwagę czytelników na brak etyki, która w większości przypadków charakteryzuje działania elit. Warto tu podkreślić, że książka była pisana na początku tego wieku, toteż autor miał mylne wrażenie, że skandale lat dziewięćdziesiątych doprowadzą do większej kontroli bankierów i większej ingerencji państwa w sprawy gospodarcze. Zapewne sam się nie spodziewał, że największy kryzys (obecny trwający bodajże od 2008 roku) miał dopiero nastąpić, uwidaczniając po raz kolejny realne oblicze kapitalizmu i korupcji w szeregach polityków. Stiglitz wyraził bowiem przekonanie, iż zrównoważenie roli państwa oraz rynku sprawi, że system będzie funkcjonował poprawie. Być może wtedy, z jego punktu widzenia (ekonomisty) wydawało się to dobrym rozwiązaniem, niemniej w sensie społecznym i politycznym takie założenie musiało okazać się błędne. W obecnej sytuacji widzimy jak rządy wspomagają miliardami euro pochodzącymi od podatników banki odpowiedzialne za obecny kryzys, widzimy jak ludzie, którzy nie dopuścili się żadnych przestępstw tracą domy, a grecki rząd “sprzedaje” niezależność ludności greckiej Międzynarodowemu Funduszowi Walut. Jesteśmy zatem świadkami sytuacji, w której rządy występują otwarcie przeciwko swoim narodom, wspomagając interesy elit finansowych, odpowiedzialnych za załamanie gospodarki. Ludzie zaś stają się kozłami ofiarnymi, mającymi spłacić długi bankierów, spekulantów czy deweloperów.

Mając na uwadze te wydarzenia, podparte przykładami Stiglitza można wysunąć wniosek, że obecny model ekonomiczno-polityczny nie tylko nie służy społeczeństwom, ale żeruje na nich na rzecz określonych grup. W obliczu skandali opisanych w książce oraz wiedzy na temat działań polityków i finansistów zawierzanie im wydaje się utopijne i nierozsądne. W istocie rzeczy zamiast pozostawiać na łasce bogatych, społeczeństwa powinny zwrócić się ku innym rozwiązaniom, które opisują tak wybitny autorzy jak choćby Edward Abramowski. Jedynie władza pozostająca w rękach samych zainteresowanych jest w stanie realizować realne potrzeby społeczne oraz indywidualne. Zaś ogólny dobrobyt może być skutkiem dobrowolnej współpracy wszystkich ludzi, opartej na etyce i rzeczywistej równości, a nie rynkowej rywalizacji oraz dominacji, dającej profity jedynie wąskim grupom kapitałowym.



Policja nie lubi antyfaszystów
04/26/2010, 8:19 pm
Filed under: aktywizm, antyfaszyzm, copwatch | Tagi: , , , , ,

Nie wiedzieć czemu służby mundurowe mają to do siebie, że przyciągają śmiałych chłopaków i śmiałe dziewczyny, które pałają nie dającą się zmierzyć niechęcią do antyfaszystów, walczących z rasizmem, dyskryminacją bądź szeroko rozumianym faszyzmem. Otóż kierując się logiką człowieka światłego, wydawać by się mogło, że to właśnie osobom walczącym z tak podłymi rzeczami jak choćby nazizm powinna sprzyjać policja. Wszak nic bardziej mylnego! W naszej demokratycznej, wolnej od rasizmu Polsce, policja stoi twardym butem po konserwatywnej stronie, przesiąkniętej nietolerancją do wszystkiego co inne. Kolejny tego dowód nasi dzielni stróże prawa dali w minioną sobotę w Białymstoku, najpierw dopuszczając do ataku neofaszystów na zmierzających na marsz demonstrantów, a potem aresztując uczestników protestu, zgromadzonych w innym miejscu. Nie obyło się rzecz jasna bez przemocy skierowanej przeciw aktywistom.

Dla widza wiadomości akcja policji mogła wyglądać jako sprawne działanie prewencyjne. Tak też zostało to przedstawione w telewizji, co najmniej jak gdyby Antifa demonstrując swoją niezgodę na rasizm miała dokonywać aktów spalania mieszkańców Białegostoku. Wszak ci, którzy mieli do czynienia ze służbami więcej aniżeli propagandowe spoty w TVN, wiedzą, że takie postępowanie policji to standardowa taktyka, mająca na celu rozbić legalny protest, w celu jego zdelegalizowania bądź uwięzienia demonstrantów w tak zwanym kotle. Dopuszczenie do ataku neofaszystów było więc zwyczajnym ruchem taktycznym, mającym na celu znaleźć powód do interwencji (mundurowi zjawili się 30 sekund po ofensywie bojówki faszystowskiej). Zaś dalsze działania byłym niczym innym jak represjami gwałcącymi prawo do gromadzenia się oraz ograniczającymi wolność zebranych na miejscu pikiety. Świadkowie mówią też o jawnej współpracy mundurowych z neofaszystami, aczkolwiek z braku dowodów nie będę się na to powoływał w mym komentarzu. Mogę jedynie dodać, że takie zachowania nie tylko by mnie nie zdziwiły, a raczej upewniły w tym z jakich środowisk pochodzą policjanci.

Po 11 listopada zeszłego roku mamy zatem do czynienia z kolejną napaścią funkcjonariuszy na aktywistów Antify. Faszyzm odradzający się na polskich ulicach może czuć się więc nieco spokojniejszy, jak widzimy panowie i panie w mundurach chętnie będą czuwać nad jego bezpieczeństwem. Nie ulega też wątpliwości, że jak zawsze policja nie ma sobie nic do zarzucania, w końcu opresyjna rola szczególnie w stosunku do zaangażowanych politycznie osób jest wpisana w jej profil działania od początków istnienia. Zaś bicie, poniżanie, przetrzymywanie aktywistów walczących z niesprawiedliwością jest narzędziami pracy, którymi się posługują policjanci. Cóż więc by mieli sobie zarzucać skoro doskonale wykonali swoją pracę?

W związku z zarzutami dla antyfaszystów, potrzebne będą środki na pomoc prawną. Zebrane środki wpłacajcie na konto:

BZWBK SA 50 1090 1447 0000 0001 0910 8536
Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych Ulica, ul. Pułaskiego 21a, Poznań
tytuł przelewu: “pomoc prawna”



Palestyński kocioł i moralność Zachodu
04/20/2010, 9:18 am
Filed under: palestyna | Tagi: , , ,

Informacje, które docierają do nas regularnie ze Strefy Gazy są pewnym symbolem upadku cywilizacji Zachodu oraz hipokryzji wartości, które ponoć reprezentują kraje rozwinięte. Palestyńczycy stali się bowiem ofiarami prawdziwego oblicza neoliberałów, którzy wyżej stawiają zysk oraz interesy z Izraelem od życia mieszkańców Palestyny. Wobec okrucieństwa i terroru izraelskich wojsk, subtelne reprymendy Zachodu pozostają zaledwie żałosnymi próbami ukrywania prawdy na temat getta stworzonego przez tych, którzy niegdyś sami byli uwięzieni w gettach. Zresztą izraelskie służby nie wahają się nawet używać podrobionych paszportów krajów zachodnich, co udowodnili przy zabójstwie Mahmuda Al-Mabuha.

Materiałów dotyczących życia w Strefie Gazy oraz udokumentowanych represji wobec ludności palestyńskiej jest co niemiara. Wystarczy wejść tu albo obejrzeć te filmy, tudzież poczytać to, aby dowiedzieć się więcej. Aby być obiektywnym trzeba też potępić ataki terrorystyczne, którymi kieruje na przykład Hamas. Nie tylko nie pomagają one w sprawie, ale w dużej mierze szkodzą samym Palestyńczykom. Niemniej nawet owe ataki nie mogą usprawiedliwiać skali przemocy fizycznej oraz psychicznej, której poddani są na co dzień cywile ze Strefy Gazy.

Błędem jest myślenie, że przedstawiciele Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych czy takich krajów jak choćby Polska o tym nie wiedzą. Nie tylko wiedzą, ale zapewne wiedzą jeszcze więcej niż my. Wszakże politycy oraz zarządy korporacji mają to do siebie, że los niewinnych osób jest ostatnią pozycją na liście ich priorytetów. Izrael jest bowiem zbyt cennym partnerem biznesowym, aby ryzykować jego utratę. Podobne mechanizmy funkcjonują przy kontaktach z Rosją (kwestia Czeczenii) bądź Chinami (kwestia Tybetu). Kontrakty, umowy, przetargi, handel, profity – to wszystko jest cenniejsze aniżeli życie niszczonych społeczności. Toteż tak wspaniali piewcy wolności oraz równości jak Barrack Obama czy kanclerz Merkel chętnie wysyłają wojska do Iraku dla dobra demokracji, ale całkowitym przypadkiem w kwestii Palestyńczyków nie są już tak skorzy do jakichkolwiek działań. Kwestia palestyńska potwierdza więc to co udowodnił trwający kryzys gospodarczy. Tak jak skorumpowane elity finansowe, tak i elity polityczne są przeżarte zepsuciem i moralną gangreną. Zaś obłuda, którą emanują w swojej polityce przekracza wszelkie możliwe miary etyczne.

Przypadek Palestyny jest więc symboliczny dla nas mieszkańców krajów “demokratycznych”, ktore biorą udział w krucjatach w Afganistanie czy Iraku. Dzięki wielu aktywistom (część z nich straciła nawet życie) mamy możliwość oglądać realne oblicze rządzących nami ludzi, zobaczyć to kim są nasi liderzy tam, gdzie nie możemy patrzeć im na ręce. Nasuwa się zatem jednoznaczny wniosek, że systemu, który tym kieruje nie da się naprawić, należy go po prostu zmienić, na nowo przekształcić wartości ludzkie tak aby priorytetem był człowiek. Ponadto jest szczególnie smutnym, a zarazem przerażającym, fakt że naród tak boleśnie dotknięty przez historię jest w stanie dopuszczać się tak straszliwych zbrodni.



Ogólnopolski zjazd ruchu na rzecz zwierząt
04/14/2010, 8:53 pm
Filed under: aktywizm, prawa zwierzat | Tagi: , , ,

Pod koniec kwietnia odbędzie się w Warszawie już VI zjazd aktywistów walczących o prawa zwierząt. Niestety nie będzie mi dane przybyć do Warszawy w tym terminie, niemniej doskonale wiem jak tego typu spotkania scalają aktywistów z przeróżnych zakątków oraz są źródłem konkretnych inicjatyw.

Zjazd odbędzie się w dniach 30 kwietnia – 3 maja w stolicy. A plan zjazdu przewiduje:

* Bezpieczna komunikacja,
* Prowadzenie kampanii,
* Kreatywne działania – poszukiwanie nowych sposobów na promocję praw zwierząt,
* Współpraca między grupami – gdzie szukać sprzymierzeńców?,
* Rozpoczęcie ogólnopolskiej kampanii przeciwko polowaniom,
* Feminizm i weg(etari)anizm,
* Gatunkowizm,
* Medycyna naturalna w promocji weg(etari)anizmu?,
* Porady prawne dla aktywistów,
* Cyrk bez zwierząt – koordynacja działań,
* Partyzantka ogrodnicza w promocji weg(etari)anizmu,

Pierwszego dnia zjazdu odbędzie się demonstracja pod siedzibą wykorzystującej futra naturalne firmy odzieżowej Simple. Będzie też czas na omówienie tematów, które pojawią się na zjeździe w trakcie dyskusji. Podczas zjazdu będzie można kupić lub wymienić się materiałami dot. walki o prawa zwierząt. W planach również wieczorne imprezy integracyjne.

proanimal

Wszystkim, którym dobro zwierząt leży na sercu polecam udział w tym zjeździe. Niezależnie od wieku czy doświadczenia w tych kwestiach. Na aktywizm nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Pamiętajmy jednak, że troska o prawa zwierząt powinna również towarzyszyć nam codziennie, a nas styl życia powinien być tego przykładem dla wszystkich innych!

Wyzwolenie zwierząt wyzwolenie ludzi!

animal liberation front




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.