Filed under: militaryzm | Tagi: afganistan, antymilitaryzm, armia, brad manning, bush, imperializm, julian assange, militaryzm, obama, terroryzm, usa, wikileaks, wojna w afganistanie, wojna z terroryzmem, zbrodnie wojenne
Sprawa ostatniego wycieku, który umieścił na swojej stronie portal Wikileaks wstrząsnęła amerykańską administracją. Dla przypomnienia Wikileaks opublikował tajne raporty dotyczące wojny w Afganistanie. Dane przedstawione w raportach są miażdżące dla wojsk koalicyjnych, których PRowcy usilnie starają się budować pozytywny image zachodnich żołnierzy, gdy w rzeczywistości odpowiadają oni za śmierć i cierpienia cywilnej ludności. Z raportów można się dowiedzieć zatem o wielu atakach na cywili (o których nigdy nie wspomniano w jakichkolwiek relacjach), o tuszowaniu spraw, o zaniżaniu statystyk ofiar, które ucierpiały w wyniku działań koalicjanta. Pod tymi suchymi słowami kryją się prawdziwe tragedie rodzin i pojedynczych osób, którym wojska naszych krajów zgotowały piekło. Wystarczy przytoczyć przykłady ostrzelania autobusu z dziećmi przez francuskich żołnierzy czy ostrzelanie autobusu przez amerykańskich żołnierzy. Warto też wspomnieć o misjach prowadzonych przez oddział egzekucyjny (Task Force 373), które miały doprowadzić do ofiar wśród Afgańskiej ludności. W wyniku jednej z nich zabito siedmioro dzieci, a w innej zabito niewinną kobietę. Takie przykłady można mnożyć. Co istotne raporty wskazują na brak dochodzeń i weryfikacji wersji podawanych przez żołnierzy. W praktyce oznacza to tuszowanie wydarzeń, które miały miejsce, a które po śledztwach mogłyby ukazać zupełnie inny bieg wydarzeń niż ten raportowany. Jak powiedział na konferencji prasowej w Londynie Julian Assange, założyciel Wikileaks, opublikowane raporty mogą więc stanowić dowody zbrodni wojennych i same w sobie powinny być powodem do przeprowadzenia śledztw. Za tym zaś powinna iść weryfikacja roli jaką pełnią wojska koalicyjne w Afganistanie.
Po co publikować raporty wojenne?
Naturalnym efektem publikacji raportów była burza medialna, która wybuchła w większości krajów. Problem przecieku okazał się szczególnie kłopotliwy dla administracji USA, która nie dość, że zaliczyła kolejną wpadkę wywiadowczą, to ma świadomość ogromu tragedii, które wydarzyły się w Afganistanie od 2004 roku, a które są utrzymywane w tajemnicy przed obywatelami wszystkich krajów, biorących udział w misji. Mamy więc tu do czynienia z informacjami, które dowodzą jak niepotrzebna światu była ta wojna. Wbrew teoriom wojskowych prowadzi ona do rozszerzania się konfliktu, a nie jego zażegnania (po obu stronach). Można tu stwierdzić, że jest to wojna jak każda inna. Na każdej wojnie giną cywile, zdarzają się zbrodnie. Otóż po pierwsze takie nic nie wnoszące stwierdzenia wymawia się tym łatwiej im dalej jesteśmy od toczących się walk. Po drugie faktem jest, że ci, którzy tą wojnę rozpoczęli i ci, którzy ją prowadzą odnoszą się do idei wolności i demokracji. Mówią o tym, że jest to walka Zachodu z terroryzmem (który nota bene powstał w wyniku polityki krajów zachodnich), zagrażającym nam wszystkim. Ten slogan działał tuż po 9/11, ale niemal dekadę później wiemy, że słowo terroryzm stało się furtką do łamania praw. Mówiło się też głośno o szansach dla Afgańczyków, ale okazało się, jak to określił prezydent Karzai przy okazji kolejnego nalotu w którym zginęli cywile, że dla koalicjanta życie Afgańczyków jest tanie. W obliczu tych faktów wojna ta staje się więc zaprzeczeniem wartości, które głoszą państwa koalicyjne. Nie wspomnę już o antydemokratycznych decyzjach wysłania do Afganistanu (i Iraku) wojsk mimo otwartych sprzeciwów międzynarodowych społeczeństw. Wydawać się więc może, że rzeczywiste powody rozpętania tej wojny nie mają w sobie nic chwalebnego, a są realizacją polityki, która ma przynieść korzyści konkretnym krajom bądź grupom. Podobnie dzieje się w Iraku. Zresztą nie zdarza się to pierwszy raz w historii.
Jednak pierwszy raz w historii udało się obnażyć kłamliwą propagandę i oblicze decydentów, wysyłających na śmierć swoich własnych ludzi i akceptujących śmierć oraz cierpienia niewinnych. Raporty te są więc obaleniem roztaczanej przed ludźmi pięknej wizji wojny z terroryzmem przez wszelkiej maści militarystów, zakłamujących rzeczywistość. Uderzają bezpośrednio w obłudę polityków i wojskowych oraz demaskują ich cynizm i bezwzględność. Wbrew temu co nam mówiono “nasi” żołnierze nie bronią ani demokracji ani wolności. W Afganistanie po tylu latach walki nie ma ani tego pierwszego ani tego drugiego. I nigdy nie miało być. Wojny nie służą bowiem wspaniałym celom, a konkretnym interesom konkretnych grup ludzi.
Kampania anty-Wikileaks
Przykładem tego może być reakcja administracji USA. Przedstawiciele wojskowi oskarżyli portal o to, że publikacja spowoduje ofiary wśród koalicjantów. W ramach swojej klęski Pentagon zażądał zwrotu reszty dokumentów, a na twitterze Wikileaks zaczęły pojawiać się oczerniające wpisy dumnych Amerykanów. Oficerom wojskowym w USA nakazano też unikać Wikileaks. To zapewne dopiero początek kampanii przeciwko portalowi, zwłaszcza, że wiemy o wcześniejszych próbach zaszkodzenia Wikileaks. Zapewne wkrótce dowiemy się, że aktywiści Wikileaks to terroryści!
W konsekwencji opublikowanych dokumentów nikt z administracji USA nie pomyślał o tym, aby poruszyć kwestię zabitych cywilów, aby odnieść się do tragedii, która spotkała niewinne osoby. Aby zdobyć się na cokolwiek co mogłoby odnosić się do człowieczeństwa czy empatii. Najwyraźniej takie oczekiwania to za dużo dla elit politycznych i militarnych. Innym doskonałym dowodem na reżimowe myślenie ludzi władzy jest sprawa Brada Manninga, aresztowanego za upublicznienie nagrania na którym żołnierze zabijają reporterów Reuteursa. Grozi mu za to 52 lata więzienia!
Widzimy tu więc agresywną reakcję rządzących na jakiekolwiek dążenie do prawdy. Społeczeństwu wprost odmawia się możliwości znania prawdy, a tych, którzy ją ujawniają się karze. W oparciu o udostępnioną wiedzę trudno też uwierzyć w to, że wojskowi prominenci są niezwykle przejęci losem ewentualnych ofiar raportów. Można to potraktować jako ruch taktyczny. Dowódcy armii troszczą się tu bardziej o los swój aniżeli innych. Może warto więc spojrzeć na to nieco inaczej. Elity straszą (jak to mają w zwyczaju) ofiarami upublicznienia raportów. A co jeśli ten przeciek właśnie zaoszczędzi ofiar? Może dziesiątki młodych ludzi w różnych miejscach świata wahało się nad swoim udziałem w tej wojnie. I w wyniku burzy, która wybuchła po przecieku zdecydowali się w niej nie uczestniczyć? Spekulacja? Tak. Podobnie jak spekulowanie o ofiarach hipotetycznych, gdy mamy do czynienia z tysiącami ofiar rzeczywistych..
Ta wojna nie różni się wiele od innych. Każda wojna jest horrorem. Wszakże być może dzięki Wikileaks i ujawnionym raportom coraz mniej ludzi da się oszukiwać władcom tego świata, a armiom będzie ubywać rekrutów. Nadzieja w tym, że dzięki takim publikacjom ludzie pojmą, że idąc na wojnę, idą zabijać w imię czyichś interesów.